Witajcie drogie dziewuchy!
Postaram się streścić w tym poście najbardziej jak się da, ale tym, które nie wytrwają do końca jego czytania wybaczę ;)
Zaczynając od początku - jak igłą z nitką ponawiązuję trochę do dwóch postów poniżej,
1) widzę, że z leksza telepatycznie, jak i Olczyka, natchnęło mnie na napisanie posta, w których się trochę wytłumaczę za swoją nieobecność ostatnimi czasy. Więc ruszam do dzieła...
Jak zapewne wiecie jestem na 3cim roku studiów i czeka mnie pisanie pracy licencjackiej (teoret. powinnam już ją kończyć, ale...) i planowałam zrobić to w te święta, jednakże zdolny Dinuch się pochorował. W piątek dopadło przewredne grypisko czy inny niezbyt przyjacielski stwór, który powalił Dinę na plecki (w dosłownym tego słowa znaczeniu - Dinuch pisze owego posta leżąc pod kołdersonem z mokrym, zimnym ręcznikiem na czole, zasmarkanym wącho-narządem i głosem jak spróchniały gruźlik). Sobota jakoś minęła, niedziela i poniedziałek pod kocem u kuzynów kimając i oglądając filmy (i ciągle będąc zmuszaną do wypicia kieliszka wódki bez popitki pod pretekstem przeczyszczenia mi przełyku, więc wymiękłam - bo przecie grunt to dobra wymówka :D ale szybko po tym kieliszku zasnęłam, więc pożytek był ze mnie marniuchny). Święta jak widać nieciekawe. Pomijam fakt, że nie mają dla mnie wymiaru duchowego już chyba... Uzmysłowiłam to sobie wczoraj, wlokąc się od braci do domu i ... rozbeczałam się na środku ulicy... Żałosny widok, ale miałam wylane. Gdzieś uleciała ze mnie ta radość, którą kiedyś sprawiały wyprawy do kościoła ze smakołykami w koszyku, ganianie jajka w talerzu żurku, czy oblewanie się wodą. Tego teraz nie było. Żadnej z tych rzeczy. Rodzice też daleko. Tata - Anglia, mama - Gliwice, najbliższa ciocia i mały Bimbo rozrabiaka - Kraków. Na szczęście byli bracia, z którymi mam bliską więź, ale... Same wiecie, co jest pod tym "ale"…
Miałam się nie rozpisywać, ale wiem że mi wybaczycie to wyżalenie. Podążając dalej...
Dziś był pierwszy dzień pracy. Bez Marty. Z dreszczami przed komputerem i załamanym głosem odbierając telefony. 3 wizyty na poczcie i jedna na stacji benzynowej… Gratuluję szefowi pomysłowości. Ale w nagrodę mogłam potoczyć z niego bekę, gdy zapytał czy się najadłam w święta (myślał, że chcę spalić to latając tak po mieście) a ja na to sucho: „Nie :/” (no bo jak, ze ściśniętym żołądkiem?) – jego mina była bezcenna! :D
A teraz postaram się streścić – I promise!
Przepraszam, że mniej udzielam się na naszych portalach, staram się jak mogę, ale wiedzcie, że (to dziwnie, naprawdę DZIWNIE zabrzmi) – chcę się skupić na pracy, na szkole to przede wszystkim, no i na napisaniu tej pracy lic. (już oswajam się z myślą, że będę się bronić we wrześniu. Poza tym wspieram swoje przyjaciółki – są ich sztuki 2 (słownie: dwie :P) i każda ma swoje zakrętasy życiowe. I czasami nie wystarczy ich tylko wysłuchać „na szybcika”. Porządna kawa, pół litra łez, 73 zasmarkane chusteczki i dopiero można powiedzieć, żeśmy sobie pogadały od serca… Tak trzeba czasami i czasu owego to wymaga :)
Znów się rozgadałam, więc do rzeczy – nawiązanie nr:
2) post Karo… Post Karolki wywołał u mnie mały telep (wstrząs, czy coś uzmysłowawczo-poruszająco-podobnego) mianowicie uzmysłowiłam sobie iż…
MOJA OBECNOŚĆ I UDZIELANIE SIĘ NA NASZYCH FORACH, FEJSBIKACH, GANGACH NIE BIERZE SIĘ Z POTRZEBY ŚLEDZENIA NOWINEK DOT. DANNISA I E.M.D. (pamiętam, żeby stawiać kropki po literkach, od kiedy Marta powiedziała, że Aga jej powiedziała, że tak czeba! ;) ), ALE Z TEGO, ŻE CHYBA JESTEM ISTOTĄ STADNĄ I ŚWIADOMOŚĆ PRZYNALEŻNOŚCI DO NASZEJ GRUPY JEST TAK SILNA I JEST TAK CHOLERNIE FAJNA, ŻE NO KURDE…!!! No chyba krejzol jakiś tylko by z tego rezygnował! (że niby nie ma tu aluzji wcale, a wcale…). Więc idąc dalej tym tokiem – wg piramidy potrzeb Maslowa dzięki wam poniekąd zaspokajam swoje potrzeby J (Ups, mogłoby to jakoś ładniej brzmieć, ale chyba wiecie o co chooo… :P). Zauważam, że nie mam czasu na czytanie i tłumaczenie wpisów Danna na BDB, bo jak mam chwilę czasu, to wolę odpisać wam na jakiegoś zaczepnego komenta (tu grozi palcem Olczykowi, który chce już Erisia mi odebrać :D). Może to brzmi okrutnie dla niektórych was, ale cóż mam ukrywać. Chyba mi to kiedyś wybaczycie, co? Czy już jestem wywalona z naszej „bandy”? :D :D :D Nie znaczy to oczywiście, że sprawy chłopaków mnie nie obchodzą – chciałam powiedzieć, że nie są po prostu sprawami pierwszorzędnymi J
A teraz oczywiście zobaczyłam ile napisałam i twierdzę, że mam coś z głową. Już bym miała 2 strony licencjatu z taką weną, tyle że temat nie jest tak przyjemny…. ;) Więc się reflektuję i kończę na prędkości!
Pozdrowienia dla Was Wariatki i życzę udanej Majówki! I tym, które czekają na wyniki testów gimn. – no stress, babiesssssssssssssssss ;)))))))
Sorki za wywód…
Kissiaki od Dinki Chorutki ;)))*******
(Ps Zdjęcie sprzed roku, u taty pod ukochanym kocem:))
Matko, myślałam, że to znowu Olczyk takimi długaśnym postem poleciał hahahhah
OdpowiedzUsuńDinuch, Tobie od tej choroby chyba się w głowie poprzekręcało ;OOO
No pewnie, że należysz do naszej bandy ! ;D Przynajmniej moim zdaniem^^
Masz swoje inne sprawy i są one ważniejsze, ale i tak z nami gadasz, czasami coś napiszesz pod fotkami...Ważne, że jesteś ! <3
Kuruj się ! ;P
Co do fotki to nie powiedziałabym, że to Ty, tylko jakieś dziecko hahahaha I tak skulona, że wydaje się taka mała xd
hahaha, no następna, co lubi dłuuuugo (o.O) ale masz rację, takie rzeczy się pisze o wiele łatwiej niż analizę fluktuacji pracowników na poczcie w Radomiu :D
OdpowiedzUsuńa co do twojej emdiakowości... chyba zawsze tak było, że byłas troche z boku (i zboku też ^^). zresztą, o czym ja tu gadam, jak ty sie tu usprawiedliwiasz, ze mnie, ze nie masz czasu itd a pozniej piszesz, ze ci Olczyk chce Erisia zajumać. Kogo ty chcesz oszukać, zwierzaku stadny? Ja sama tak mam, że jak mam nawał innych spraw to siłą rzeczy muszę z czegoś chwilowo zrezygnować i wtedy zwykle obrywa się naszym Szwedom :(
Zawoalowany przytyk w jednym miejscu, nie koniecznie do mnie - zauwazylam, choc mialam przez chwile zawieche ock. Ja tam zbytnio roznicy nie widze, wioec wiesz, moglam i sie zawiesic na momenta.
Karo, ale Dina jest taka malutka. taka drobna. wchodzi w sukienkę rozmiar 34 (dopoki mi nie powiedziala, to nie wiedzialam, ze takie w ogole są). A oprocz tego, ze wchodzi to jeszcze baardzo smacznie wygląda.
kurnaaaaaaa, nie smacznie, tylko apetycznie *facepalm*
OdpowiedzUsuńbtw, my czekamy na twój pieerwszy jakis utwór, jakąś książkę, bo ten język jest ekstra. ale ja ci juz glowe o to suszyłam.
"Zwierzak stadny"? - lubię TO! *click*
OdpowiedzUsuńMarta, o jaki przytyk chodzi? Do Ciebie? Do Ciebie tam nic nie było ;> Chodzi o to, że "tylko jakiś krejzol by zrezygnował"? To pół-jawna aluzja z lekką nutką żalu w głosie/piśmie do same-wiecie-kogo...(?)
I alepuję o nierozprzestrzenianie plotek jakobym wchodziła w sukienki size 34! Bo tylko jedna SMACZNA sie tak trafiła, a reszta to 38, wiec heloU :D
Co do utworu - myśle już nad tym, a to pierwszy krok, ale najpierw niech no ja napiszę poważnym językiem swoją pracę lic. o fluktuacji pracowników outsourcingowanych :PPPP
no mi właśnie o ten przytyk chodziło, który wyjatkowo nie byl do mnie :D
OdpowiedzUsuńłooooooooo Dinka ty to lubisz się rozpisywać ;p
OdpowiedzUsuńale jelo wytrwała i przeczytała^^
zdrowiej kobitko ;*
"(pamiętam, żeby stawiać kropki po literkach, od kiedy Marta powiedziała, że Aga jej powiedziała, że tak czeba! ;) )"
OdpowiedzUsuńMarta, kochanie, dziekuje ! -.- :D
ojaaa Dinuchh, ale cie choróbsko złapało tak na swieta :( bierz za kołnierz i kopas w dupas przez oknos :D
powodzenia przy pisaniu pracy <3
Wow, długi wywód...;) Ale bardzo mądry i wciągający :)- przeczytała cały, jak zresztą wszystkie posty tu- ten pod spodem również :D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że Cię rozłożyło akurat na święta- czasami choróbsko łapie nas w najmniej odpowiednim momencie, a my jak na złości nie możemy nic na to poradzić ;(
No i najważniejsze- bierz się ostro za pracę, życzę nieskończonej weny, bo wiem z obserwacji, że to nic łatwego i przyjemnego.
Take care ;***