Tak, to było głowne zdanie mojego snu! Bo miałam piękny, zwariowany sen, w którym zadziałały skojarzenia. Bo jak Danniowa japeczka uśmiechnięta to i pacjenci/pacjentki socjumowego oddziału psychiatrycznego.
Sen dziwny, jakiś obóz, spałyśmy w garażach O.o, Gadzina skądś się zaplątała, siedzieliśmy w kółku, pierdzieliliśmy kocopały. PolishEnglish made by Danni - nie do powtórzenia =D Mój zresztą też, aż się sama dziwię, że ja tyle słówek znam bo napitalałam tym PolishEnglish jak katarynka. I nagle olśnienie:
'A czemu te cipy siedzą, żadna nie daje mu nic do podpisania, żadna nie ma aparata, jakieś pozdrowienia dla socjum czy coś?' Zostawiłam Was z tym Gadem i poleciałam po kartki, po aparata. A jak wróciłam, położyłam kartki, dałam Olczykowi aparata i:
'Ja chcę zdjęcie z Daaaaaaaaaaaannim' rzucając mu się na szyję O.o. Ja i rzucanie się na szyję? Dziwne. No ale ok! Ale jak już zaczęłam to reszta stonki zrobiła to samo - biedne Daniątko. A potem gdzies łaziliśmy, zwiedzaliśmy, co chwilę inny duet pod pachę z Nim. To było takie przypałowate, że się obudziałam zmęczona, hahaha.
Ale moge tak częściej, z Wami, z Nim(i). Ja kcę! Kcę się budzić z takim uśmiechem, jak dziś!
"Mój piękny Panie raz zobaczony w technicolorze (...)
Pan główną role gra w kazdym śnie"
No moze nie w kazdym, ale... :P