niech każdy pamięta
z serca płynące życzenia:
marzeń spełnienia,
iskierek radości
i dużo dużo miłości.


- Wybory
- Zakupy
- Kuchnia (fasolka po bretońsku, sos na jutro, buraki w słoiki - *ugotowac, obrać, zetrzeć, w sloiki wsadzić, zawekowac, zapasteryzować*, mama mnie uraczyła grzybami do obrobienia *oczyścić, ugotować, poporcjować, zamrozić*) - CHYBA Z NIEJ DZIŚ NIE WYJDĘ
Czyli Marciochowy dzień odpoczynku =.=
Ale i tak mam banana na mordzie cały czas, bo mi się dziś Gadzina Sztokholmska wyśniła. Chłopak przezyl socjumowe oblężenie (czytaj:grafy, całusy, wyściskanie i rozmowa w stylu "eeee, sorry but i don't remember how is zajebiscie in English' i jego 'oh Marta, it's fuck yeah' (przewrocenie oczami)). Ale i tak najlepsze było:
- Danny, i wanna get yr autograph.
- Ok (maże coś na kartce) Here you are.
- Weeeee, where is inscription?! < Marciochowy foch >
- Give it to me! (domazanie cos na kartce)
To 'coś' to "For talkative girl in pink - Danny"
PINK?! WTF?! dopiero zajarzylam, że jestem w swojej twarzowej koszulce od pidżamy O.O
nie ma to jak sie wystroić na spotkanie z Gadziną w pidżamę =D
A tak na marginiesie - znów mam monitor do czszczenia bo moje paluch sie tam odbiły. Po zobaczeniu TEGO!!!






Zezusie Chrystusie Nazarejski, jakie to foto jest piękne!
Niby jedno z tysięcy, ale dla mnie piękne!!!
Dziś usłyszałam, ze mam zlote serce
O.O
Dacie wiarę?!



Jego tez na pewno będą takie pocieszne < 3
A konkretnie to JEST. Kartka od Diny jest. Ładna, zapisana na gorąco wrażeniami. Oczywiście z poleceniem pozdrowienia wszystkich, którzy się tylko tam zmieścili, m.in. Socjumek.
Zatem Socjumki –
pozdrawia Was Dina z Barcelony.
Z tym, że ona już jest najprawdopodobniej w Elblażkowie. W każdym bądź razie na pewno jest w Polszy.
Widać nie tylko Poczta Polska ma problemy z terminowością dostaw.
Dzisiaj Marta idzie się grillować. Ostatni ciepły dzień w roku – nie wiem jakim cudem trafił na łikęd. Trzeba to wykorzystać.Zwracam się do Pani/Pana z uprzejmą prośbą o wsparcie mojej inicjatywy. Otóż niezbędne mi są zbiory zdjęć oraz linki do Dannisowych wpadek. Jeśli chodzi o linki to mam na myśli linki do filmików takich jak np. ten, gdzie Gadzinka Podła Pospolita Mniamniuśna zaczęła śpiewać piosenkę od drugiej zwrotki.
Jeśli chodzi o fotki - mogą to być Jego popisy z językiem polskim (np. słynne 'jenki'), albo takie cudeńka.
Linki do zdjęć lub video proszę wklejać w komentarzach.
Za pomoc będę wdzięczna.
Z poważaniem
Marcioch od Żórków
PS.: tak na marginesie malutkim...
GUNIA, PIĘKNIE TU JEST!!!! TAK BABSKO! I BOSKO!
Daję to tu, na ganga, nie na fejsa, bo nie chcę by baaaaaaardzo się rozeszło, ale Wam muszę to pokazać.
Oto jak moja sis, która nigdy nie uczyła się angielskiego, ze słuchu podpisała piosenkę Danny’ego.
Rykłam śmiechem jak to zobaczyłam. A ona do mnie z tekstem, że taką wersję dostała ode mnie. Wtedy mąż wziął mnie w obronę i mówi: „Kogo jak kogo, ale piosenki Danisa to ona wie jak podpisywać. To nie ona, to ty”
Hahahaha
Kocham… i ją i jego <3
A tytuł posta taki, bo mi się zrymowało z tym, co na zdjęciu :DAh, wzięło mnie na napisanie tego posta, bo przeglądałam nasze wspólne zdjęcia, moje i Dinucha.
Eh… To już dwa tygodnie jak Dinka odeszła z PIMu. Zostałam tam bez daniowego wsparcia. Eh… smutno bez niej. Teraz ona oddaje się wojażom po Europie. Dobrze mieć dzianą ciocię co na takie wakacje życia zabierze, za friko. Wraca chyba za 2 tygodnie dopiero a mi już tęskno, jak cholera. Ale jak wróci to też się nie nacieszę zbytnio bo w drugiej połowie września leci do UK, do taty. Eh…
Zrobiłam jej na odejście takiego kolaża, z naszymi i jej fotami i z naszymi tekstami, które mają swoje historie. Nie będę Wam ich tłumaczyć, bo każda chmurka to długi monolog ale Dinie się podobało.
Ja tam dziś się łikęduję, idę pobawić się do siostrulunii. Tylko najpierw muszę posprzątać ten syf w kuchni, a to już nie jest takie fajne :/
PS. Módlcie się, żebym znów pod wpływem nie wstawiała żadnych postów na Danny’s wall ani nie komentowała mu fot. (poniżej coś wstawione po trzeźwemu, ale też głupie, haha)
Gunia zrobiła kawał dobrej roboty. Choć nie raz laptop o mały włos nie wylądował za oknem.
oglądam i oglądam, ah!