Jak już wiecie od Marciocha - powróciłam z Wysp, z jakże krótkiego, 5 dniowego urlopu, ale oczywiście wypoczęta, lekko obkupiona, ale przede wszystkim baaaaardzo zadowolona z czasu spędzonego z tatem! :) Pewnie nie wiecie, ale tata mój zamieszkuje Wyspę od lat przeszło 5 i kontakt nasz jest utrudniony, widujemy się średnio 2-3 razy do roku, jednakże ostatni raz byłam tam w marcu zeszłego roku, dlatego... Same możecie się domyśleć, jak dziką radochę sprawia mi spotkanie z Nim :)

Tata mój jest krejzolem, więc niech Was nie zdziwi kolczyk w uchu i kowbojski kapelusz za funta z lumpka :D
Chciałam się tą swoją małą radością podzielić z Wami :) Tymczasem zabieram się juz za kolejnego posta, bo mam zamiar rozkręcic ciutke towarzystwo! ;) Buziakyyyyyy dziewuchyyyyy.... ;):*:*:*:*
hahahaha, ja pamiętam, jak zobaczyłam pierwszy raz twojego tatuśka i moje first pytanie": on ma kolczyka?!?!
OdpowiedzUsuńhahahahahahaha :D
wszędzie dobrze, ale w PIMie najlepiej :P
co za wyspy ? UK ? :D
OdpowiedzUsuńTaaak, Anglia :)
OdpowiedzUsuń