Ty masz długi łikęd, ja mam wyżerkę pfffffffffffffff
...ale i tak cię lubię :D
Ty masz długi łikęd, ja mam wyżerkę pfffffffffffffff
...ale i tak cię lubię :D
Nie zrozumie nikt, kto nie doświadczy.

_______________________________________________________________
EDIT
Jak nie kochać?
Eh, jak ten czas nam zapitala, matko bosko kochano! Dziś o 07:24:16 piknął mi roczek od zalogowania się na socjum. Pamiętam dlaczego to zrobiłam. Szukałam wersji audio nagrania „Just the way you are” ze śpiewających fortepianów, bo się zakochałam w tym wykonaniu Daniela. Fakt, wcześniej byłam bardzo aktywna na OFC (doceńcie to, że o tym wspominam, to jest dla mnie bardzo ciężkie i bolesne tak publicznie wyznawać swoje grzechy), ale zaczęło mi tam cos nie pasować, zaczęłam szukać alternatywy. Tak trafiłam na socjum nasze kmochane.
Od tego czasu Marcioch datuje swój romans z Olczykiem. Bo to właśnie ona zrobiła mi wtedy wersję mp3 tego utworu. A przez to sama się w nim zakochała. (Ja to byłam wtedy noga totalna. Co to RealPlayer, co to audacity, co to w ogóle Photoshop jest. Totalny nieogar w takich sprawach!) Niby ze sobą gadałyśmy wcześniej na ofc ale jakoś nie zaskoczyło. Widać daniowoemdiakowe socjum ma w sobie jakiś taki klimat, że się ludzie zakochują. Olczyk zagadał, zrobił empetróję dla mnie i tak się zaczęło.
Bywało różnie i poprzecznie, i podłużnie. Było loffcianie, długie rozmowy o Czerwonych Gitarach, był pamiętny skype z Olczykowym „Kurna, on jest tylko 3 lata starszy ode mnie.” Ja na to: „Co?” A Olcia: „Eeee…. A słyszałaś to?” hahaha. I erotyczne wizje z psychiatryka z prezydentem tez były - a jaaaak.
Dziękuję Ci Gadzino Podła Pospolita Pionkowa*) za ten rok. Liczę na to, że przyjedziesz do mnie, do nas, bo Dina też czeka.
Dziękuję też Wam moje socjumki. Ten rok był piękny – dzięki Wam również. Może i zrobiłam się lekkim no-lifem, ale tak to bywa czasami. Widać tego było mi trzeba. Tyle czasu na socjum to są prawie 82 bite doby on line. 82 DOBY!!! Samą mnie to przeraziło.
Dziękuję Wam za godziny spędzone na offie, dziękuję za godziny na fejsie, tłumaczenie rozmów telefonicznych z urzędniczkami z NDM z polskiego na szwedzki i na odwrót. Dziękuję za niekontrolowane wybuchy śmiechu w środku nocy podczas pogawędek. Dzięki za smsowe relacje, że chłopaki buszują w sieci, za cudne chwile w Radomsku, za konfery na skype, za… za to że jesteście. DZIĘKUJE WAM! Wszystkim razem i każdemu z osobna.
Dziękuję Aga – pani cięta riposto.
Dziękuję Pauli – mrówczy gryziku zwyczajnej i jajcorków.
Dziękuję Karo - dociekliwy, zadziorny ludzieju.
Dziękuję Jelo – oszołomie zboczuchu.
Dziękuję Gusiak – ostojo spokoju i dobrych manier w naszym zepsutym towarzystwie (ty jesteś jak żeński odpowiednik Matte).
Dziękuję Dina - oszołomie naćpany grafitem od ołówka.
Dziękuję Patka – choć ty zbytnio nie chcesz się jakoś z nami zżyć, ale i tak dzięki.
Dziękuję Miśka – mimo wszystko: dziękuję.
Dziękuję Olczyk… Oj, rozpędziłam się, Tobie nie dziękuję, podelcu :P Dla Ciebie mam piosenkę.
*) Teraz Karo wiesz dlaczego wyszczególniamy miasta, troche tych Gadzin Podłych Pospolitych się zrobiło.
"Sala samobójców" jak mówi sam tytuł posta, to również jak zapewne wiecie tytuł polskiego filmu, który aktualnie leci w kinach. Powiem krótko, zwięźle i na temat, bo mam potrzebę się tym podzielić - wg mnie film należy do kategorii tych, które nie mogą się podobać. O takich filmach nie mówi się "Oh, lubię to! Jaki super film!", bo film super nie jest... Pokazuje rzeczy prawdziwe, pokazuje je dotkliwie, wręcz powiedziałabym chwilami zbyt dosadnie i brutalnie, ale... takie jest życie. Film traktuję w kategoriach "Godny polecenia". Jeśli będziecie miały okazję go obejrzeć - uważam że warto, nawet jeśli nie przypadnie wam do gustu fabuła, bo osobiście też mam kilka małych zarzutów, ale o tym nie bardzo chce mi się pisać. Chciałam jeszcze tylko nadmienić, że muzyka do filmu jest, jak dla mnie, FE-NO-ME-NA-LNA! Nie jestem fanką techno, transe'ów i house'ów, ale tutaj - mistrzostwo w doborze! To tyle... Film jak może widać, wywarł na mnie nie małe wrażenie. Poza tym - Agucha obiecała i była - BYŁA GOLIZNA! :DTak nas nazwał mój mąż dzisiaj - po tym, jak nas odbierał wczoraj z karałoke. Piszę tego posta ku przestrodze – jeśli kiedykolwiek gdzieś razem zabalujemy – nie dawajcie nam śpiewać. Wszystko fajnie jak się człowiek bawi tam na miejscu, gorzej jak ma to później odsłuchać na video lub mp3. Moje uszy mówią AŁAAAAAAAAAA!!!
Ale poza naszym śpiewem wszystko było fajnie, tak już po 1,5 piwka wręcz rewelacyjne. Zaczęłyśmy, dla rozruszania i przełamania tremy, od „Agnieszki” a potem, idąc za ciosem, poleciało daniowe „If only you”. Komentarz prowadzącego: „Najpierw Agnieszka, teraz Danny… Macie rozstrzał, dziewczyny”. Potem było jeszcze coś z disco polo („Sąsiadka”, „Santa Maria” – oj, to było straszne Martuszkowe wykonanie), był rock („Gdy umiera dzień” czy też „Imię deszczu”) czy 2+1 „Chodź, pomaluj mój świat”. A na koniec zamówiłam ostatnia piosenkę, z takim tekstem: ‘Jak wiocha, to na całego. Dawaj pan „Czarne oczy”’
HEHEHE
Było faaaaaaaaaajnieeeeeeeeeeeeee :D
Mogę z czystym sumieniem powiedzieć: LUBIĘ TO!
Na zdjęciu Dina i ja. Była z nami jeszcze koleżanka Paulina, ale nie wiem, czy wyraża zgodę na publikację zdjęć. Foty nie wyjściowe (no, może poza tą w lewym dolnym rogu) bo i my wiochę siałyśmy straszną. No ale cóż…. Tak się bawi, tak się bawi P I M (nazwa firmy, gdzie się poznałyśmy we trzy).