Ah, wzięło mnie na napisanie tego posta, bo przeglądałam nasze wspólne zdjęcia, moje i Dinucha.
Eh… To już dwa tygodnie jak Dinka odeszła z PIMu. Zostałam tam bez daniowego wsparcia. Eh… smutno bez niej. Teraz ona oddaje się wojażom po Europie. Dobrze mieć dzianą ciocię co na takie wakacje życia zabierze, za friko. Wraca chyba za 2 tygodnie dopiero a mi już tęskno, jak cholera. Ale jak wróci to też się nie nacieszę zbytnio bo w drugiej połowie września leci do UK, do taty. Eh…
Zrobiłam jej na odejście takiego kolaża, z naszymi i jej fotami i z naszymi tekstami, które mają swoje historie. Nie będę Wam ich tłumaczyć, bo każda chmurka to długi monolog ale Dinie się podobało.
Ja tam dziś się łikęduję, idę pobawić się do siostrulunii. Tylko najpierw muszę posprzątać ten syf w kuchni, a to już nie jest takie fajne :/
PS. Módlcie się, żebym znów pod wpływem nie wstawiała żadnych postów na Danny’s wall ani nie komentowała mu fot. (poniżej coś wstawione po trzeźwemu, ale też głupie, haha)
Brakuje Dinucha, brakuje... :(
OdpowiedzUsuń"To już dwa tygodnie jak Dinka odeszła z PIMu." O_o zabrzamiało tak, jakby odeszła na zawsze. ;o
OdpowiedzUsuńBo Dinuch z PIMu naprawdę odszedł na zawsze :(
OdpowiedzUsuń